statystyki odwiedzin stron internetowych

Gosia, koleżanka z pracy pojawiła się dzisiaj w biurze, żeby pokazać pierworodnego. 2 miesiące ma, całkiem nawet ładny, trochę utyty ale może pójdzie jednak w ślady mamusi, a mamusia przed ciążą zgrabną babeczką była (teraz jeszcze jej trochę brakuje ale jest na dobrej drodze). Kobietki z sąsiedniego pokoju zrobiły zrzutę na bujaczek czy inną kołyskę plus gadżety, więc dzieciak został przywitany godnie. Jako że koleżanka to MatkaPolkaKarmiąca, zadbaliśmy o porządek w odpoczynkowo-socjalnym z czego Gocha skorzystała, a dziewczyny zadbały, żeby jej nikt nie przeszkadzał. No i OK. Pogadaliśmy, ona w spokoju nakarmiła młodziana, miło było… A i jeszcze można było trochę nie popracować…

Właściwie, całkiem niepracowity ten dzień był. Klienci nie dzwonili, sprawy załatwione na bieżąco. To i na lunch się ze współpracownikami wybraliśmy. Na jedzenie trzeba było trochę poczekać, bo jakoś dzisiaj tłumnie było. Nawet dwie mamuśki siedziały dwa stoliki obok – właśnie, jakaś plaga z tymi małymi dziećmi czy jak? Wysypało jak grzybami po deszczu. No i byłoby pięknie. Schaboszczak (a co sobie będę żałował) wjechał na stół i już miałem się zachwycić… gdy jedna mamuśka zaświeciła cycem, o przepraszam piersią i zabrała się za karmienie… Nie zasłoniła się nic, no goły cyc jak nic! … Aaaale mnie to zniesmaczyło… Litości… Tłusta golonka Marka wygrała by w przedbiegach z tą pieeersią w konkursie na Smaczny Widok Roku… Dobra, dzieciak zgłodniał, ja też byłem głodny, no ale jakimś szmatkiem to się zasłonić nie łaska…

No i dysonans we mnie drzemie. Bo z tym karmieniem to można i kulturalnie i mniej kulturalnie… Drogie panie, niczym bohater znanego filmu, a p e l u j ę   o  r o z w a g ę ;-)